piątek, 27 grudnia 2013

Family


Na sam początek: KLIK ♥

Te trzy dni minęły tak szybko. Dosłownie jakby ktoś swoim palcem przesunął wskazówki zegara o 72 godziny do przodu. Mgnienie oka. Nic więcej. Prawdę mówiąc od samego początku byłąm krytycznie nastawiona do tych świąt. "Tata nawet w dzień Wigilii musiał pojechać do pracy, mamie chyba ktoś stanął na odcisk i pewnie będzie miała zaraz do wszystkich pretensje o wszystko, Robert pewnie nie przyjedzie, bo nie odbiera telefonu, kolacja u dziadków będzie jednym wielkim niewypałem i cały wieczór  będę musiała słuchać przemilutkich uwag dwóch ciotek, które (gdyby oczywiście była taka okazja) z chęcią wysłałabym na Syberię bez możliwości powrotu" - takie myśli błąkały się w mojej głowie jak szalone. Przygotowania do czegoś ważnego zamieniają mój dom w prawdziwe wariatkowo. Jednak nie było aż tak źle. Tata w końcu na chwilę przestał myśleć o papierkowej robocie, statystykach i zaczął z nami normalnie rozmawiać. Mamie wróciła 'dobra energia'. Robert przyjechał, przed czym oczywiście odebrał telefon. Nawet ciotka rzuciła tylko jedną uwagę na temat mojej wagi. Chyba odczytała z moich oczu, że życzę jej żeby udławiła się śledziem. Posłuszny śledź. Przynajmniej on był po mojej stronie. Po tej całej akcji chyba bała się mnie cały wieczór, albo się moich szatańskich oczu, które 'mogły' sprawić, że biedulka złamie nogę na schodach. To jedyna osoba, nie jest jeszcze jej siostra... To inaczej: moje ciotki to dwie osoby, których serdecznie nienawidzę przez ich złośliwe uwagi o tym, że jestem chuda. Przepraszam bardzo, bo nie każdy jest 90-kilogramową osobą o zbyt szerokich ramionach i nie każdy może jeść tyle co ja i ważyć 40 kg. Ta moja przemiana materii jest z jednej strony błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Zależy jak na to spojrzeć. Dobra, zawsze mogę poprosić śledzia o wstawiennictwo za mnie, kiedy ciotunie będą się opychać tymi biednymi rybkami. Gdyby przynajmniej były jedzone przez mniej paskudne stworzenia, ich los nie byłby aż taki marny. Szczerze, nie lubię składać im życzeń. Pomijając towarzystwo dwóch  wiedźm było bardzo przyjemnie. Uwielbiam słuchać jak rodzice mówią o starych, zapomnianych już tradycjach wigilijnych. Jest wtedy tyle śmiechu. Na twarzy taty, kiedy się uśmiecha pojawiają się takie urocze zmarszczki około oczu. On także jak ja ma szatańskie oczy i uśmiech. Mama zaś zawsze wygląda młodo, a kiedy pokazuje swoje śnieżnobiałe zęby w ruchu nazywanym uśmiechem, wygląda jeszcze młodziej. Tak delikatnie. Jakby otaczała ją jakaś niezbada moc. Łukasz, zwany przeze mnie Gnomem wygląda jak sześcioletnie dziecko kiedy się uśmiecha, naprawdę uroczo, choć gdybym powiedziała mu to w oczy pewnia miałabym niezłego siniaka na łydce, bo przecież to już prawie dwunastolatek. Prawdziwy mężczyzna. Pomimo wielu niedociągnieć kocham moją rodzinę jako spójną całość (kocham także każdą z jednostek, pomijając dwie wiedźmy). Nie wiem co bym bez nich wszystkich zrobiła. Z rodziną czuję się jakbym miała wszystko, była na szczycie świata. 
Weronika 
Ps. Chciałabym zrobić post tematyczny, w którym wyrażę swoje zdanie na jakiś temat. Propozycje? 




piątek, 20 grudnia 2013

Christmas? Really?

Odliczałam dni od pocżatku grudnia. Całe piętnaście dni szkolnych. Codziennie skreślałam w kalendarzu kolejną datę i uśmiechałam się posępnie, bo nawet te 4 dni wydawały się wiecznością. Czekałam na ten dzisiejszy dzień, na to jak pożegnam się ze wszystkimi i odjadę busem w stronę domu. Myślałam, że będę taka szczęśliwa jak zakończą się te katusze w szkole i będziemy wolni. Było inaczej.
  Minęłam boks klasy Id i nagle jedna z dziewczyn krzyknęłam do mnie "Pa! Wesołych Świąt,Weronka". Uśmiechnęłam się i wykrzyknęłam pożegnanie oraz najlepsze życzenia. Wtedy coś jakby ścisnęło moje serce, odkręciłam się i przez chwilę patrzyłam na pustoszejące boksy. Tyle czekania, to głupie odliczanie tych dni przepełnionych polskim, biologią, historią... aż tyle dało mi dobrego. Już tęskniłam za wszystkimi. Nawet za tymi dziwakami, którzy próbowali mnie swatać. Szkoła jest moim drugim domem, a koledzy i przyjaciele - drugą rodziną. Wolne naprawdę mi się przyda, w końcu będę miała czas na gitarę, na moje rysunki i na porządne rozpoczęcie prowadzenia bloga, ale tak szczerze to chyba poszłabym na jeszcze na jedną historię i znosiła krzyki historyka, i jego przeszywający wzrok, po to by jeszcze przez chwile zobaczyć znajome twarze. 
  A, jeszcze jedno. Myślałam, że będę czuć tą świąteczną atmosferę, zapach pierników i ogólnie zadowolenie ze zbliżających się dni, a w powietrzu unosi się swąd przypalonych pierników, a całą świąteczną atmosferę szlag trafił.

Zostaje ciepły koc i kubek kakao. Zimowa depresjo witaj :)
Ale Wam życzę Wesołych Świąt.
Weronika 

wtorek, 17 grudnia 2013

The Beginning

   Hej! Własnie zaczynam moją przygodę z blogowaniem. Zawsze marzyłam o posiadaniu bloga, który będzie miał czytelników, jednak zawsze kończyło się tylko i wyłącznie na planach. Teraz stoję na początku drogi, która może prowadzić do ziszczenia się mojego marzenia, które od dawna chowałam przed światłem dziennym w rogu skrzynki z napisem: "NIE OTWIERAĆ". Czas ją otworzyć i przestać wstydzić się własnych planów i marzeń. Prawda?
     Nazywam się Weronika. Tak. W-e-r-o-n-i-k-a. Nie lubię mojego imienia, chociaż mówiąc moim rodzicom, że nie nalezy do najgorszych, żałuję, że nie nazywam się Lena. Lena - śliczne, nieprawdaż? O gustach się nie dyskutuje, ale mogę mieć zdanie na temat upodobań moich rodziców  co do imiom żeńskich. Całe cztery sylaby potrafią, aż tyle zdziałać złego.
    Moi rodzice podpisali mój akt urodzenia ponad 13 lat temu, kiedy w lipcowy dzień przyszłam na ten lekko niezrozumiały świat.  Od samego początku, ze względu na uderzające podobieństwo do taty byłam nazywana "Mały Jędruś". Ten sam szatański uśmiech, małe oczy, długi, prosty nos - dosłownie jak dwie krople wody, tyle że jedna w wersji męskiej, a druga w żeńskiej.
  Teraz pozostaje  najtrudniejsze. Dlaczego załozyłam bloga? By mieć coś swojego, tylko i wyłącznie swojego, żebym mogła pokazywać innym siebie i oczywiście po to by spełniać swe marzenia o byciu blogerką.
To na tyle. 
Weronika, tytułowa Alien